You are herePracownicy drugiej kategorii
Pracownicy drugiej kategorii
Coraz mniej osób ma umowę o pracę. Prawie o jedną czwartą zwiększyła się liczba osób pracujących na umowę zlecenie i o dzieło. Ten odsetek wzrósł o 10 punktów procentowych w porównaniu do trzeciego kwartału 2009 roku. Z szacunków wynika, że takich osób jest teraz w Polsce 1,5 mln!
REKLAMA Czytaj dalej
Ilona: nie chcieli dać mi kredytu, bo nie mam etatu
Osoby, które mają umowę o dzieło lub zlecenie mówią wprost: pracujemy jak etatowcy, a traktują nas jak pracowników drugiej kategorii. Ilona od 7 lat pracuje na umowę o dzieło. Jest fryzjerką w małym mieście na południu Polski. Jak twierdzi, nie miała wyboru. Pracuje w jedynym salonie w miasteczku. Twierdzi, że początkowo była szczęśliwa, że szefowa ją przyjęła. Ilona była tuż po szkole i szukała czegokolwiek. A wówczas sytuacja na rynku pracy była bardzo kiepska. Większość jej znajomych wyemigrowało. Teraz kłopot polega na tym, że Ilona już nie jest absolwentką i ma dwuletniego synka.
- Czuję się jak ktoś gorszy. A pracuję po osiem godzin, czasem zostaję po godzinach. Nie mam ubezpieczenia, nie liczy mi się staż pracy, nie mam płatnych urlopów. Gdy jestem chora muszę się leczyć prywatnie. I tak już od 7 lat. Szefowa nie chce mnie już słuchać. Mówi, że nie stać jej na mój etat. Zakład jest mały, mamy niewielu klientów. Twierdzi, że gdyby chciała mi dać umowę o pracę, to musiałby mi obciąć pensję o połowę. A na to nie mogę sobie pozwolić. Zarabiam 2,2 tys. zł. Jedyne wyjście przenieść się do innego miasta – mówi Ilona, wynajmuje mieszkanie. Chciała wziąć kredyt razem z konkubentem, ale bank stwierdził, że jest niewiarygodna nie mając etatu.
Jarek: ostatni raz byłem u dentysty na studiach
Jarek pracował w redakcji na umowę zlecenie. Był dziennikarzem, a gdy jego efektywność spadła, zastąpiono go kimś innym. Dziś twierdzi, że pracował więcej niż etatowcy, bo chciał się wykazać – zasłużyć na etat.
- Byłem jednym z najbardziej kreatywnych i efektywnych pracowników. Inni dziennikarze publikowali raz w tygodniu, ja – codziennie. Szef zapewniał, że dostanę etat, że jestem na liście osób, którzy najbardziej na to zasługują. Gdy po 2 latach powiedziałem, że nie mogę tak dalej, że muszę mieć zabezpieczenie, że nie dam rady pisać tak dużo, na tak złych warunkach, podziękował mi. Stwierdził, że młodzi biją się, żeby móc publikować w jego gazecie. Po tygodniu przyjął jakiegoś absolwenta – twierdzi Jarek z Wrocławia, który pracuje jako freelancer, pisze teksty do różnych gazet, portali internetowych i agencji reklamowych. Na umowę zlecenie, a potem na umowę o dzieło pracuje już ponad 10 lat. Jak mówi stara się nie chorować i nie musieć korzystać z opieki medycznej. Ostatni raz u dentysty był na studiach.
Barbara: poszłam do sądu i szef musiał mi zapłacić
REKLAMA Czytaj dalej
Barbara, która przez trzy lata pracowała w pewnej gdańskiej instytucji kulturalnej w oparciu o umowę zlecenie, opowiada jak przez wiele lat zmagała się z łamaniem jej praw. Wreszcie nie wytrzymała i poszła do inspekcji pracy.
– Na początku była mowa o zadaniowym czasie pracy. Z czasem jednak pojawiały się coraz większe naciski pracodawcy, który chciał żebym codzienne stawiała się w miejscu pracy w określonych godzinach. W rezultacie pracowałam codziennie po 7 - 8 godzin, a często też w weekendy. Gdy zwróciłam uwagę, powiedział że takie są jego zasady i że przecież mi płaci. Wkurzyłam się i poszłam do inspekcji pracy. Powiedziałam, że pracowałam jak etatowiec a miałam tylko umowę zlecenie. Inspekcja ustaliła, że rzeczywiście szef łamał prawo. Trzeba było iść do sądu. Okazało się, że sprawa będzie się ciągnąć latami, a ja już znalazłam pracę za granicą. Dlatego poszłam na ugodę, pracodawca zapłacił mi 8 tys. zł. A i tak uważam, że to było niewiele, gdybym się sądziła, mogłabym liczyć na więcej pieniędzy – opowiada Barbara, która jest z wykształcenia artystką malarką. Obecnie pracuje w Belgii.
Młodzi chcą więcej zarabiać. O starości nie myślą
Zdarza się też tak, że pracę na umowę zlecenie lub umowę o dzieło wybierają pracownicy. Szczególnie młode osoby nie myślą o zabezpieczeniu i emeryturze, chcą dobrze zarabiać. Uważają, że na etat przyjedzie jeszcze czas. Aż 70% osób, które wzięły udział w naszym sondażu stwierdziło, że byłoby w stanie zrezygnować z etatu i bezpieczeństwa jakie daje umowa o pracę, dla wyższej pensji. Z etatu nie ma zamiaru zrezygnować 15% osób. Tyle samo internautów rozważa przejście na umowę cywilnoprawną w przyszłości. W ankiecie uczestniczyło 2690 osób.
- Zauważyliśmy ostatnio, że niektórzy pracownicy świadomie podpisują umowy cywilnoprawne, czyli umowy o dzieło lub na zlecenie. Zarobki w naszym kraju są tak niskie w porównaniu do kosztów życia, że pracownik woli więcej zarobić niż być ubezpieczonym. To smutne i krótkowzroczne - twierdzi Teresa Hoffman, doradca personalny, psycholog społeczny.
Krzysztof Winnicki
Co ze składkami?
* Kto pracuje na umowę o dzieło, nie ma odprowadzanych składek emerytalnych (chyba że sam je sobie opłaca). Kto pracuje na umowę - zlecenie, ten ma wybór. Jeśli pracuje w innej firmie na etacie, od którego opłacane są składki, to od zlecenia nie będzie miał potrącanych pieniędzy na kolejną składkę (takie składki ZUS umieści na emerytalnym koncie wpłacającego, ale nie uzna mu tego okresu za tzw. lata składkowe). Jeśli nie pracuje - powinien mieć składki potrącane, ale wówczas dostanie mniej pieniędzy. Dlatego wielu pracowników wybiera wyższą pensję.
wp.pl
- Zaloguj się by odpowiadać